Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ya!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ya!. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

Przeznaczeni, czyli książka o miłości, która wstrząsa światem

"Przeznaczeni" - Holly Bourne

Wydawnictwo: YA!



Poppy to siedemnastolatka z awersją do wszystkiego, co banalne. Nie stara się być popularna i uważa, że posiadanie w tym wieku chłopaka jest wymuszone, sztuczne i przereklamowane. Wszystko się jednak zmienia, kiedy poznaje Noego - buntowniczego gitarzystę z kapeli rockowej. Uczucie, które rodzi się pomiędzy nimi zaczyna być po pewnym czasie niebezpieczne. Problem robi się na tyle poważny, że ich miłość zaczyna zagrażać nie tylko bohaterom, ale również wielu zwyczajnym ludziom. 

Bohaterka jest zwyczajną dziewczyną, właściwie trochę podobną do mnie, głównie ze względu na specyficzne poglądy. Nie stara się udawać kogoś, kim nie jest. Pozornie powieść wydaje się być stereotypowa, jednak im dalej idziemy, tym akcja się zacieśnia i przyspiesza, nie pozwalając czytelnikowi na odłożenie książki na bok. Nie można odmówić uroku Noemu. Mamy do czynienia z bohaterem bardzo charyzmatycznym i tajemniczym, który w dodatku jest gitarzystą. Czego chcieć więcej?

Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, ale plot twist zupełnie wytrącił mnie z równowagi. Zwrot fabuły spada na czytelnika jak grom z jasnego nieba i nie daje o sobie zapomnieć. Nie chcę zdradzać za wiele, ale końcówka jest dla mnie paradoksalnie  największym rozczarowaniem "Przeznaczonych". Niby nie stereotypowo, a jednak niestety wyszło trochę...tak, banalnie.  A właśnie banalności najbardziej obawia się Poppy. 

Mimo wszystko "Przeznaczeni" to przyjemna lektura z intrygującymi bohaterami i ciekawą historią. Polecam nastolatkom marzącym o prawdziwej, iście disneyowskiej miłości. 

niedziela, 4 stycznia 2015

Czytelnicze podsumowanie roku 2014

Nowy rok rozpoczął się szybko, acz leniwie. Po raz pierwszy zaczynając od ubiegłorocznego stycznia skrupulatnie zapisywałam co, ile i kiedy czytam. Nie czytam oczywiście na wynik, czy coś w tym rodzaju, ale po tylu latach aktywności czytelniczej człowiek jest po prostu ciekawy. Za jednym zamachem na przestrzeni lat będę mogła określić jak zmieniły się moje zamiłowania do poszczególnych gatunków literackich. Oprócz zwykłych czytadeł starałam się (zwłaszcza w drugiej połowie 2014) sięgać od czasu do czasu po trochę poważniejsze książki. Tak ze dwie "porządne" miesięcznie. Chodziło o klasykę, ale niemającą wiele wspólnego z lekturami szkolnymi (lektury szkolne  z dziwnych przyczyn pisane są wyłącznie przez polskich autorów).  


Ostateczny wynik to 137 książek

Jest to liczba całkowicie mnie satysfakcjonująca, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę natłok szkolnych obowiązków (druga klasa liceum naprawdę nie motywuje do jakichkolwiek innych działań).  Jak by nie było wychodzi średnio miesięcznie 11,42 książki, z czego większość była trafnym wyborem. 

Rok 2014 przyniósł mi sporo książkowych i blogowych sukcesów. Nawiązałam nowe współprace recenzenckie, między innymi z Wydawnictwem Sine Qua Non i YA! tu czytam. Przeniosłam blog na nową witrynę i nareszcie piszę często i (prawie zawsze) regularnie. W końcu doczekałam się nowego, pięknego regału na książki, który zajmuje całą ścianę w moim pokoju. Chociaż biorąc pod uwagę ilości książek, które nieustannie kupuję, pod koniec tego roku znów może być za mały. 

A jakie mam plany na ten rok? Przede wszystkim chcę być zdeterminowana w pisaniu - regularnym i jak najczęstszym. Będę dużo czytać, tak jak do tej pory, powoli zwiększając liczbę poważnych książek. Moja kolekcja też będzie się powiększać. Myślałam trochę o recenzjach w formie filmików, ale na razie średnio wiem, jak się do tego zabrać. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, żeby być zdeterminowanym. Reszta z czasem przyjdzie sama. 

czwartek, 4 grudnia 2014

"Papierowe samoloty", czyli niezwykła zwyczajność lat 90-tych


"Papierowe samoloty" - Dawn O' Porter

Dzisiaj cofnijmy się 20 lat wstecz. Może się to wydawać niedużo, ale różnice między światem wówczas, a teraźniejszością są kolosalne. Wyobraźcie sobie świat bez komórek i internetu. W pierwszej chwili dziwnie, ale.. znacznie prościej i nie chodzi mi tutaj o zaawansowaną technologię, ale o zwykłe relacje między ludźmi. Gotowi? To zaczynamy. 



Flo i Renee znają się nie od dziś. Przez lata chodziły do jednej szkoły, ale jako osoby o całkowicie różnych charakterach, nie poznały się bliżej. Na skutek pewnych wydarzeń los splata je ze sobą, jednak okazuje się, że prawdziwa przyjaźń jest trudniejsza niż się wszystkim wydaje. 

Bohaterki są trochę młodsze ode mnie. To czasami przeszkadza mi odpowiednio wczuć się w daną powieść, ale tym razem ta różnica wieku nie była zanadto widoczna, ponieważ dziewczyny były raczej dojrzałe jak na swoje niecałe 16 lat (mimo, że jednak wolałabym, aby były starsze metryką). Pochłaniając kolejne strony, autentycznie przejmuję się losem bohaterów, co w literaturze młodzieżowej nie jest wcale oczywiste. 

Dawno nie miałam w rękach tak miłej, ale i melancholijnej książki. Nie miłej ze względu na pozytywną i wyidealizowaną treść, bo tak  wcale nie jest, ale ze względu na ukazanie piękna przyjaźni. Takiej zwyczajnej, szczerej i bardzo ulotnej w XXI wieku. I muszę przyznać, że trochę mi smutno, kiedy czytam o takim spokojnym, beztroskim życiu, bo mam wrażenie, że coś mi umknęło. W takich chwilach buntuję się przeciwko nieustannej gonitwie: o karierę, życie, pieniądze, przeciwko rzeczom, które powinny mieć znaczenie, a nie mają. 

Pragnę papierowych samolotów - namacalnej pamiątki młodości. 

czwartek, 13 listopada 2014

Smutny jest świat bez czekolady, czyli recenzja "Mojej mrocznej strony"



"Moja mroczna strona" - Gabrielle Zevin
Wydawnictwo: YA!





W 2083 roku Nowy Jork nie jest już tak miłym miejscem jak obecnie. Czekolada i kawa zostały oficjalnie zakazane, ale nielegalna dystrybucja kwitnie za sprawą mafijnych rodzin. Do jednej z nich należy Ania - szesnastoletnia córka jednego z największych mafiosów czekoladowych. Rodzice bohaterki zostali zamordowani parę lat wcześniej i od tej pory dziewczyna jest zmuszona zaopiekować się umierającą babcią, lekko upośledzonym bratem i młodszą siostrą. Sprawy jednak komplikują się jeszcze bardziej, gdy zostaje oskarżona o zatrucie swojego byłego chłopaka czekoladą wytwarzaną przez jej rodzinę. 

Ania Balanchine jest bardzo przebojowa, odważna i szczera, ale rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony nie chce pójść w ślady swojego ojca, bossa mafii czekoladowej i stara się robić wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie, wieść względnie normalne życie. Z drugiej strony wraz z postępem wydarzeń coraz bardziej upodabnia się do ojca. Cieszy mnie to, bo dzięki takiej przemianie książka zyskuje charakter. Siłę bohaterki wyraźnie widać także po jej zachowaniu podczas pobytu w więzieniu na Wyspie Wolności (swoją drogą kocham takie paradoksy!). Szkoda tylko, że ten wątek wydaje się być trochę za mało rozbudowany,bo chyba najbardziej przypadł mi do gustu. 

Książka jest intrygująca. Nagłe zwroty akcji rzeczywiście zaskakują i jest to jedna z największych zalet tej powieści. Bohaterowie potrafią przykuć uwagę czytelnika i zdobyć jego sympatię. Na szczególną uwagę zasługują Scarlett - przyjaciółka Ani oraz Win, nowy chłopak w szkole. 

Polecam młodzieży, która chce trochę mniej oczywistej dystopii. 
Powiem wam, że dużo przyjemniej jest się utożsamiać z bohaterką, która jest twoją imienniczką (może po części dlatego tak lubię bajkę "Frozen"). I cóż to za piękny świat, gdzie wszyscy zwracają się do człowieka per "Aniu"!